Książka Scotta Adamsa, czyli twórcy słynnego komiksu "Dilbert" trafiła mi w ręcę w osiedlowej bibliotece. Intrygujący tytuł, i zdjęcie rodem z przestrzeni kosmicznej – zachęciły by przewertować tę dość cienką książeczkę (liczy raptem 131 stron). Po lekturze kilku stron, stwierdziłem, że z mojego (czyli katolickiego) punktu widzenia, pozycja dość krytyczna w stosunku do chrześcijaństwa, a jednocześnie odświeżająca z punktu widzenia pomysłu – konceptu na istnienie bytu wszechmogącego. A skoro tak, to czemu by się z nią nie zapoznać.
Moment, w którym w tej chwili znalazłem się w swoim życiu, a więc czas, w którym coraz mocniej zgłębiam religię mi narzuconą, w dużej mierze z wychowania ale jednocześnie wybraną świadomie już w pełnej wolności, nie wyklucza sięgania po zupełnie przeciwstawne koncepcje. Mało tego, jest to wręcz intelektualne wyzwanie, czy przyjęte doktyny przetrwają logiczne bombardowanie ze strony głównego bohatera książki.
Otrzymałem właśnie egzemplarz pierwszej publikowanej w Polsce biografii braci Kliczko. Książka zapowiada się dość ciekawie, dotykając nie tylko sfery boksu, ale i powiązań braci Kliczko np. z ukraińskimi gangsterami (czy autor książki dowiedzie poważnych rys w życiorysie braci, tego dowiem się po lekturze).