Rex, czy może T-Rex?

A propo wagi ciężkiej. W czasie sobotniej gali do ringu wyjdzie Marcin Rekowski-Jeżyk, popularnie zwany „Rexem”, choć może trafniej byłoby „T-Rex”?. Rekowski bije mocno z obu rąk, i ma spore doświadczenie z amatorstwa. Na YouTube można zobaczyć kilka jego walk, w tym również porażkę ze znakomitym Roberttem Camarelle. Zachęcam by przyjrzeć się temu ukształtowanemu już zawodnikowi.

Marcin ma już 34 lata i z tego co pamiętam jego karierą opiekuje się Andrzej Grajewski, który również dotarł do Międzyzdrojów. Czego możemy oczekiwać od Rekowskiego? Trudno stwierdzić, wiek Rexa jest już dojrzały, jednak królewska kategoria wyjątkowo sprzyja starszym zawodnikom. W sprzyjających warunkach Marcin ma przed sobą 3-4 lata na zawodowych ringach w optymalnej dla siebie formie, co powinno wystarczyć na zdobycie szansy walki o jakieś istotniejsze trofeum (być może pas europejski), lub po prostu o porządne pieniądze (złośliwi nazywają to sprzedawaniem rekordu, ale nawet gdyby się z tym określeniem zgodzić, dla każdego zawodnika z mocnym uderzeniem wyjazd do faworyzowanego zawodnika jest dużą szansą. Ewentualna wygrana potrafi zmienić sytuację zawodnika).

Jedno jest pewne. Rex nie ma czasu się przecierać. Być może dlatego w chwili obecnej trwa szybkie budowanie rekordu przed miejmy nadzieję jakąś poważniejszą walką po osiągnięciu bilansu minimum 10:0. W zeszłym tygodniu Marcin pokonał przez nokaut w pierwszej rundzie Vaclawa Fiala w Berlinie. Siedem dni później toczy kolejną walkę. Niestety wszystko wskazuje, że z kolejnym bardzo mało wymagającym rywalem.

Rywal „Rexa”, Łotysz Aleksandrs Dunecs na ważeniu zaprezentował się niezbyt sportowo. Duncesa pamięta Paweł Głażewski, który wspomniał, że Rekowski skończy go przed upływem pierwszej rundy. Paweł skończył go w drugiej, tyle że, w wadze półciężkiej i to w swojej drugiej walce.

Wybór tego typu rywali jest mimo wszystko zrozumiały. Trwa szybkie budowanie rekordu Marcina. Na lepszych przeciwników przyjdzie nam chwilę poczekać, jednak warto śledzić karierę tego pięściarza. Jak wspomina często komentujący moje wpisy i znany wśród kibiców boksu bokserski ekspert „Duncan”, Rekowski to po prostu „kawał boksera”. Ja chętnie zobaczyłbym Rexa w turnieju typu Bigger’s Better czy Prize Fighter. Formuły tego typu zawodów mogłyby być ciekawe dla byłego amatora z mocnym uderzeniem.

Sceptycy, których nie brakuje, dodają od siebie: – Marcin w Europie nic wielkiego nie osiągnął (w boksie amatorskim), a zaplecze promotorskie nie jest jego mocną stroną.

Czy Rekowski jest w stanie zwojować coś na zawodowych ringach? O tym dowiemy się w ciągu 2-3 lat. Więcej czasu, Rekowski po prostu nie ma.

22 komentarz do “Rex, czy może T-Rex?

  1. Dobra, a który z Polskich ciężkich osiągnął „coś w Europie” ? Np. Wach też nic nie osiągnął „w Europie”, gdziekolwiek poza Polską. W Polsce od lat nie osiąga się niczego w Europie. A Ci coś osiągali, reprezentowali np. Kiełsa okazywali się zupełnie psychicznie nie gotowi do profi-boksu. Było kilku medalistów olimpijskich, którzy po przejściu za zawodowstwo robili za journeymanów – Richard Bango, Zoltan Beres, Thomas Ulrich… Zresztą wielu multi-medalistów amatorskich na zawodowstwie dostawało baty. Dwa różne sporty.

    Temat rzeka…

    Nie twierdzę, że Rekowski to jakieś objawienie, jest na to za stary, ale to dobry zawodnik. Na pewno coś ciekawszego niż panowie Sołdra, Kwiatkowski itp itd.

  2. Tak, dlatego trochę mi go szkoda na Biggers Better. Jednak BB to freak show. Ostatnio oglądałem kolejną katastrofę naszych – Malujdy i Zygmunta – i ogólnie całe zawody ogląda się dobrze. Tzn. dobrze… na pewno jest dużo akcji trochę przez 3-rudnowy format, a trochę przez (brak)umiejętności startujących. Od obcowania ze sztuką to jest Floyd Maywether. Natomiast dalej poziom zawodów jest dużo niższy niż np. samego Rekowskiego. A dodatkowo historia nas uczy, że zwycięstwo w tego typu turnieju nic nie daje. I tu się pojawia taki problem – Rekowski wygrywa i oprócz drobnych pieniążków i trochę lepszego bilansu nic się nie dzieje, Rekowski przegrywa to w praktyce koniec kariery.

    Co innego brytyjski Prizefighter. Tam jest już bardziej serio. Tam są mocne nazwiska, wielka telewizja, dużo więcej pieniędzy. Prize jak najbardziej.

  3. Zimnoch miał mieć walkę w Wieliczce ? Już go nie ma na boxrecu. Jakieś nowe plany czy brak jakichkolwiek ?

    Dobrze byłoby gdyby na przeciw Krzyśka wyszedł np. Paweł Żurawlijew ? Ten, który miał być dla Rekowskiego i , o którym pisałem, że to świetny matchmaking. Może Pedyura ? Gdyby było trochę więcej pieniędzy to np. Mazikin, Zaworotny.

    Jeśli Krzysiek ma wyjść w następnej walce do kołka to lepiej jakby skończył karierę. Przynajmniej dla kibiców. Jeśli nie ma pieniędzy na prowadzenie na wyższym etapie ciężkiego to zorganizować mu solidną 8 w tym roku a w następnym poszukać oferty od np. Pianety czy Gerbera i liczyć na to, że się uda.

  4. To samo z Rekowskim. Jeszcze 2-3 łatwe walki i chyba fiansowanie się skończy bo przeciwnicy zaczną się robić drodzy. I też bym szukał szansy za granicą. O ile Wawrzyk czy Szpilka się rozwinął to np. Adamek, Rekowski czy Zimnoch to ukształtowani zawodnicy i trzeba w przyszłym roku szukać okazji na miarę ich karier. Można bić bumów czy yourneymanów do 40, dmuchać ten rekord, ale… obudzimy się gdy na szanse sportową będzie za późno. Szukajmy okazji póki jest jeszcze głód boksu, zdrowie, siła.

  5. Sytuacji Zimnocha ja nie rozumiem, 28 lat , ukształtowany bokser, nie ma żadnych przeciwników na których dalej by się rozwijał, czy on sam nie chce, czy nie podchodzi jak trzeba do boksu, czy to naprawdę w tym rzecz jak się mówi.
    Rekowski musi postawić na dynamiczną karierę, w tym wieku trzeba zaryzykować jak piszesz póki jest głód boksu, zdrowie, siła. Widać, że tempo obrał niezłe ze swoim promotorem ale zawodnicy muszą być zdecydowanie lepsi.

  6. BB? Oglądałem ostatnio te konfrontacje na Cyprze, przecież ta formuła to nie boks, a zwyczajne ustawki z elementami boksu, w których walczą m.in pięściarze. Polak kiepsko wylosował ale on jest od innych sportów. Ściągnąłem na pamiątkę.

    A tak abstrahując od tematu dyskusji, ostatnio mówiono o Polsce pozytywnie, o postępach w kontekście rynku USA. Ja na razie chciałbym, żebyśmy poziomem, a nie kasą, telewizją czy jebanym sanatorium dla boksersko ułomnych, zbliżyli się gdzieś tak w 1/4 do Tajlandii. Doczekali swojego Singmanasaka czy Wonjongkama. Tak, wiem, że to inna mentalność, że tajski boks to tam religia etc. Mimo wszystko przez pewien czas było nam bliżej do nich niż do USA , a to przez silną (liczebnie) reprezentacje w absurdalnej dywizji CW tak jak i tajskie muchy.

    Pierwszy i ostatni raz widziałem CW na antenie HBO (undercard Holy-Lewis II) i tam bronił tytułu Tiozzo, komentatorzy nawet nie kryli się z ignorancją, na zasadzie „fuck is that?”.

    PS. Duncan, zajrzyj do wpisie o Kuleju jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś.

    Trzymajcie się.

  7. Kompletnie się nie zgodzę. Cruiser – w idei a przez pewien czas i praktycznie to jedna z najlepszych, ale też bardzo niedocenianych wag w boksie. Opinie Amerykańskich komentatorów… kiepski dla mnie autorytet, podobnie jak przekładane przez polskie media opinie amerykańskich dziennikarzy. Banda megalomańskich ignorantów, którzy nie zauważyli, że Mekka boksu już od lat nie jest w Stanach. Poza 2-3 nazwiskami boks jest w Europie. Pod względem trofeum, pod względem finansowania, pod względem nawet zaplecza treningowego.

    Cruiser to jest złoty środek pomiędzy małymi kategoriami a ciężką. Zawodnik cruiser w zamyślę, że ma wszystkie zalety ciężkiego bez żadnej z jego wad. To jest piękna kategoria z niesamowitym potencjałem 90-kilowego faceta. W żadnej kategorii nie ma takiej siły ciosu przy takiej szybkości i mobilności.

    Pierwszy i ostatni raz widziałeś CW na Holy – Lewis II ? Nie oglądałeś nigdy Mormecka, Haye, Macci, Włdoarczyka, Bella, G. Jonesa, Lebiediewa, Cunna, Davisa… żartujesz ?

  8. Odpowiedziałem w temacie o śmierci Kuleja. Chodzi o McCline – Szpilka ?

    Dla mnie walka, która w końcu przekonała do Artura. Po pierwsze i najważniejsze bardzo dobre, zdyscyplinowane podejście taktyczne do tej walki. Bardzo dojrzała walka. Swoją drogą Szpila walcząc przez 4 rundy ze złamaną szczęką pokazał też charakter. Kondycyjnie też bardzo ładnie wytrzymał.

    Teraz w grudniu zorganizowałbym mu walkę z jakimś kołkiem na 8 rund. Proponowałbym na tę okazję np. [b]Robert’a Teuber’a[/b].
    http://boxrec.com/list_bouts.php?human_id=564258&cat=boxer

    Widziałem go. Duży, bilans okej, Niemiec, wytatuowany, lubi się bić. Szpilka będzie po dwóch operacjach, trzech kontuzjach i symbolicznych przygotowaniach.

    W marcu zrobić Szpilcę walkę z Monte Barrettem lub Dominiciem Guinnem. Tylko nie Ray Austin. Będzie chciał kupę forsy, a jest już bez formy a w dwóch ostatnich walkach się poddał i ze Szpilką też się podda.

  9. Duncan, ale Ty o niedocenianiu CW mnie nie musisz przekonywać. O tym, że komentatorzy ze Stanów nie muszą być żadnym autorytetem również. Precyzując – pierwszy garnitur HBO – Merchant, Lampley i E. Steward ratuje Kellerman i RJJ, SHO merytorycznie najlepsze moim zdaniem. Dobrze słucha się również Atlasa z ESPN. Oczywiście, że śledzę tę kategorię. O absurdalnej wadze pisałem to w kontekście USA, oglądałem ostatni raz pojedynek w cruiser NA ANTENIE HBO. Czyli nie widziałem po tej walce już kolejnych, które by się znalazły w programie tej stacji. Cruiser jest odrzucona w Stanach ponieważ to kategoria powstała z przymusu. Podobnie jak jeszcze do niedawna federacje miały dyskutowac o sensie utworzeniu kolejnej dywizji – SHW

    Poza 2-3 nazwiskami boks jest w Europie? Jeżeli kiedykolwiek rankingi p4p miały sens to należy zauważyć, że wszyscy z topu boksują w Stanach, bez względu na narodowość. Nie licząc braci Kliczko, którzy od czasu do czasu znajdą się na antenie HBO z racji wagi ciężkiej, a którzy na pewno dla amerykańskich stacji i chyba nawet przeciętnego kibica nie mają statusu gwiazdy. Różnice, trofea: w Stanach mając tytuł tak jak Włodarczyk WBC jesteś jednym z paru title-holderów. W Polsce czy w Europie, mamy pełno MISTRZÓW ŚWIATA – Szumenowów etc. Mało tego, Sturm dostał SUPER MISTRZA WBA, podobno kurierem mu wysłali. O ile wiem pas The Ring jest pomysłem amerykańskim, a jest to najważniejszy tytuł i do tej pory nie skompromitowany i skażony interimami czy innymi diamondami. Wreszcie pas, który najrzetelniej jak można przypisuje nr 1 danemu zawodnikowi w wadze. The Ring reprezentuje szersze spojrzenie na boks, czy stereotypowi amerykańscy megalomani uznali by za FOTY Calderona ze Sagurą w Puerto Rico w 108 albo w 122 pojedynek we Francji między Sithchatchawalem a Monshipourem. Zresztą HBO daje szanse na wybicie się jednemu z dwóch Gołowkin/Pirog, a Piroga zastępuje Proksa na wyraźne życzenie władz stacji. Jak się dobrze nad tym zastanowić to ignorantów znajdziesz wszędzie (a zobaczysz ile ich będzie w Polsce, znaczy, ile ludzi wykupiło Głażewski-RJJ, a ilu jeszcze wykupi na… Adamek-Walker).

    Finansowanie? Z tym się zgadzam. Nikt w Stanach przy zdrowym umyśle nie zapłaci tylko braciom K za znęcanie się nad starym Briggsem, który swoją drogą zawsze był przereklamowany, czy bicie jak w dzwon w biednego Mormecka. Nie ma pieniędzy dla Włodarczyka z Palaciosem. Tak jak i nie ma dla Joyiego ze 105 dającego zajebiste walki, napierdalającego dosłownie ciosy jak z karabinu maszynowego. Co się w Stanach powinno podobać, tak? USA są dla najlepszych, dla największych talentów, którzy w dodatku mieli szczęście się urodzić w ciele, które rozwinie się naturalnie do wagi, która w Stanach nie jest „przeklęta”. Adamek z Cunninghamem to była walka o nr 1 CW na świecie, a była pokazywana na kablówce. Później Steve musiał kontynowac u papy Sauerlanda. Poza tym z tego co wiem, to dzięki amerykańskiemu kapitałowi wypalonego pięściarza RJJ mieliśmy w Polsce… PPV i McCline’a dla Szpilki. Przecież 12 rp nigdy by nie wyłożyła kasy, których żądał ten dziad Jameel.

    Jak Rahman przed rewanżem z Lewisem wpierdalał majonez z kolą i mieszkając w jakichś domkach letniskowych/przyczepach sparował z kumplami to jest to wina zaplecza treningowego w USA? To jest tylko taki przykład ale nie rozumiałem nigdy tego udowadniania, że lepiej się trenuje w Europie, że zaplecze. W USA masz pojedyncze Stany/miasta z własnymi tradycjami bokserskimi – Nowy Jork, Chicago, Detroit etc. tzn. oczywiście, że Wolak lepiej miałby u Wasilewskiego niż w Stanach, gdzie napieprzał na budowie. Podobnie jak przytaczany już kiedyś Glen Johnson. Ale Duncan, popatrz się na Mariusza Wacha przecież on parę lat temu miał jeszcze ksywę galareta, zresztą nie muszę Ci wszystkiego tłumaczyć, bo rozumiesz jego temat. A teraz – Kliczko – Wach, O 2 Arena, TELEWIZJA HBO (najprawdopodobniej). Adamek bił się po centrach handlowych i salach do koszykówki, a co osiągnął w USA? Podaj mi przykład czołowego pięściarza, który wyjechał ze Stanów do Europy, bo uznałby, że nie ma w USA dla niego kasy, trofeów czy zaplecza. Anselmo Moreno walczył w Panamie i we Francji i w Niemczech ale tylko, gdy pokonał faworyzowanego Darchinyana, który wcześniej był pokazywany na Showtimie – teraz już po raz trzeci będzie walczył w Stanach broniąc WBC.

    Tajlandia… i Ty zarzucasz Amerykanom megalomanię i może jeszcze ignorancję? Ile mamy mistrzów świata (trofea) i ilu w ostatnim czasie? Jeden Włodarczyk obecnie, kiedyś Adamek. Tymczasem Tajowie mają tak: Kokietgyma (115), do marca tego roku Rungvisai (115), do niedawna Kratingdaenggyma (118), Porpramooka (108), do niedawna Wonjongkama (112). Walki Tajów dwukrotnie zostały uznawane za najlepsze w roku przez The Ring – Sorjaturong ich wielki mistrz w 108, w 95 stoczył swoją FOTY z Humberto Gonzalezem (IBHOF). W IBHOF również znajduje się nazwisko – เขาทราย แกแล็คซี่ 😉 czyli słynnwego tajskiego Tysona, Khaosai Galaxy’ego.

    Ale CO TAM, Tajowie są sto lat za Polakami. Murzyny żółte jedne ;))

  10. Nie wiem od czego zacząć…może od końca. Tajlandia ? Nigdy nie słyszałem żadnego z nazwisk, które wymieniłeś ani nigdy świadomie nie obejrzałem walki w wadzę, w której te nazwiska występuje. To nie jest niszowy boks, tylko niskorosłość, kalectwo tj. waga tylko dla Tajów predysponowanych do tego (anty)warunkami fizycznymi. W Stanach, w Europie, kurwa, Australii nie rodzą się tacy mężczyźni.

    Myślę, że świat lepiej zna i rozumie cruiser niż zawodową ligę tajów.

    Kliczkowie dla HBO i „przeciętnego kibica” nie mają statusów gwiazd ? I co ja mam odpowiedzieć ? TO SĄ MEGA GWIAZDY. Chyba tylko Maywether – z aktywnych – ma status większej gwiazdy. To są goście, których zna każdy w Stanach i którzy są bohaterami narodowymi dwóch potężnych krajów – Niemiec i Ukrainy, całego bloku wschodniego. Kliczko są nieporównywalnie bardziej popularni w Niemczech niż Adamek w Polsce.

  11. Finansowanie – w Stanach nikt nie płaci bo nie ma z czego, a dopiero później nie ma za co. Chodziło mi o to, że w Europie jest po prostu więcej pieniędzy.

    Będę walczyć o Shannona Briggsa jak o niepodległość. Przypominał mi młodego Franka Bruno. Osobowość na ringu i poza nim, styl walki, wygląda… jak można nie kochać Shannona Briggsa ? Wbrew temu co myślisz teoretycznie miał duże większe szanse niż np. Arreola nie mówiąc już o Tonym Thompsonie czy Adamku. Dlaczego ?

    Dlatego, że spełnia definicje bydlaka adekwatnego dla Kliczków. Wysoki, z ciosem, szybki, agresywny. Takiego trzeba na np. Władimira. I kto wie co by zrobił Shannon z Lennoxa. Z resztą, kogo widziałeś wówczas w Stanach kto bardziej by się nadał ?

  12. Warunki treningowe – oczywiście, że gymy zawodowe w Niemczech, Brytanii czy Włoszech są generalnie na dużo wyższym poziomie. Ludzie się zachłysnęli gymem Global Boxing a w Europie było takich z 10 w połowie lat 90′.

    Wiesz jak wygląd szkolenie w Stanach ? Zawodnik, taki lepszy oczywiście, dostaje pieniądzę od mengera, organizatora na treningi i trenera i często trenuje prawie sam we własnej piwnicy żeby było… taniej.

    Np. Chambers do Adamka. Widziałeś ten gym ? Jak wyposażony ? Co tam się dzieje ? Miejsce spotkań okolicznej afro-ludności, jakiś 5-latek wchodzi Cunninghamowi w skakankę… Stany to amatorka.

  13. Cruiser w Stanach, ostatnio rozmawiałem via mail z kolegą o kimś na kogo mi zwrócił uwagę inny kolega z Florydy.

    Stivens Bujaj vs. Joshua Harris ( former sparingpartner Włodarczyka)
    http://www.youtube.com/watch?v=JSOIk-UPm_c

    Sprawdź to… w Polsce nikt by z nim nie podpisał kontraktu bo jest mały na kategorie. W Polsce zawodnik musi być duży na wagę. W Stanach nie i ja to szanuje. W Stanach heavyweight new generation jak Dewajko czy Andy Ruiz mają 178-182 cm. Ile ma Setch Mitchell ? Ma 186 ?

    A co do Bujaja…. pierwsze skojarzenie: Victor Oganov (pamiętasz go jeszcze ?)

  14. Przeczytałem Wasze wpisy, jednak ciężko mi się opowiedzieć po którejś ze stron. Boks jest i w USA i w Europie, i jak się okazuję też na Tajlandii i pewnie w wielu miejscach, gdzie nasze oczy i uszy nie docierają. Boks wszędzie ma swoją specyfikę i trwa w zależności od okoliczności i warunków. Europa na pewno dzisiaj nie ma się czego wstydzić, ale mimo wszystko w Europie boks też ma swoje problemy (upadek Universum), a świeżą krew w boksie europejskim pozyskuje się z państw europejskich tzw. gorszej kategorii (państwa bałkańskie, republiki radzieckie – niekiedy to jest już prawie Azja). Wystarczy popatrzeć na rynek niemiecki. Tam walczą jeszcze jacyś rdzennie Niemcy?

    Jak się w to głębiej zagłębimy to wyjdzie, że boks to Europa południowo-wschodnia, finansowana przez Europę zachodnią i środkową. Pewnym wyjątkiem wydaje się tu być Anglia.

    Myślę, że w globalnym świecie nie ma sensu rozprawiać o tym gdzie jest Mekka boksu. Pieniądze da się zarabiać i w Europie i w USA, dobre walki są i tu i tam, baza tu i tam. Piotr Pożyczka ciągnie teraz Głażewskiego i Sołdrę do USA, chciał też zabrać Zimnocha ale chyba to nie wyjdzie. Nie bez powodu. Widzi w tym jakiś potencjał, jakąś nowość dla tych zawodników.

    I Europa i USA mają swoje atuty, problemy i specyfikę. Wydaje się, że i tak boks wciąż dzieje się i tu i tam. A Mekka boksu? Chyba nigdzie jej nie ma, bo pięściarstwo nie przeżywa dziś swoich najlepszych czasów.

    Na pewno w toku licznych tego typu rozmów również na ringpolska doszliśmy już do wniosku, że większości zawodnikom z Polski lepiej jest jednak zostać w kraju. Po prostu w USA wymagania są większe, a realia dużo bardziej brutalne. Zresztą nie tylko w boksie. To po prostu inna specyfika rynku. Co nie oznacza, że tego rynku, bazy, pewnych doświadczeń i potencjału tam nie ma. Widać to po Wachu, który po 2 latach w USA dochodzi do Kliczki i jest dużo lepszy niż 2 lata temu. Dzięki treningom, bazie i trenerom z USA.

  15. Duncan z tymi kalekami to pojechałeś po bandzie. Ś.P. Johnny’emu Tapia mogłoby być przykro. A jednej z ikon brytyjskiego boksu, znanemu na całym świecie Jimmy’emu Wilde? Bardzo mali mężczyźni rodzą się wszędzie, z tym, że medycyna poszła do przodu i można obecnie podawać hormony wzrostu i sterydy. Nie wiem co rozumiesz przez „świat”. Na pewno wagi muszopodobne są w zainteresowaniu rynków z dużym potencjałem, zwłaszcza ludzkim, jak kraje latynoamerykańskie i azjatyckie. W Europie oglądamy cruiserów, a tam oglądają muchy. A Stany nie interesują się ani jednymi, ani drugimi. Mam czuć się lepszy czy gorszy, bo wolę oglądnąć Kokietgyma bijącego Japończyków na ich terenie niż Arslan-Aleksiejew czy Włodarczyk-Palacios II? Z jakiej racji?

    Co do Kliczków… nie wiem czy nie mylisz rozpoznawalności ze statusem gwiazdy, piszę w kontekście Stanów. Są rozpoznawalni, bo są jedyni w najcięższej dywizji. Powrót Witalija był transmitowany, w spółce z Dawson-Tarver, przez SHO i jakoś wielkiego hype’u nie zauważyłem. Już nie mówiąc o jego wcześniejszym popisie z Byrdem, gdzie amerykańce się za głowę łapali jak tak można się poddać. Quitschko, tak o nim mówili.Gdyby Władymir czy Witek mieli status gwiazd w USA porównywalnych z Mayweatherem to by Kliczko z Shannonem zgarnęli mamonę z HBO PPV, a nie RTL. Wyobrażasz sobie obecnie jakąś walkę FMJ bez udziału PPV? Chyba nawet Lewis-Klitschko, pojedynek uważany za ostatni wielki w ciężkiej nie był transmitowany w tym systemie. Gdyby Władymir z Thompsonem mogli zapełnić halę i zainteresować telewidzów to z pewnością takie zawody odbyłyby się w Stanach. Władymirowi podziękowali już za unifikację ze Sułtanem, gdzie amerykański kibic zasypiał. Witek ostatni raz byłby zapamiętany w USA z Williamsa (parodia), gdyby nie przereklamowany Arreola, pierwszy mexico champ hw etc. Trochę o tym pisał kubakj, z perspektywy osoby mieszkającej w USA.

    Finansowanie. Skoro w Europie jest tak dobrze to dlaczego Wach, który zrobił postęp w Stanach jest pod okiem małego Global Boxing które, ma w stajni miejsce jeszcze dla zawodników MMA, porządny gym i sponsorów? Poza tym co złego jest w pracy poza gymem zwłaszcza w początkowej fazie kariery? Szpilce przydałaby się jakaś fucha poza pensją u yale, może miałby mniej czasu na pierdolenie głupot. Tak na marginesie o jakiej złamanej szczęce Ty mówisz Duncan, to nieporozumienie.

    A jak ktoś rżnie na kasie i oszczędza to jest idiotą, który ryzykuje dobre zawody dla paru groszy. Nie myśli perspektywicznie, a głupich nie sieją. Co poradzisz?

    A jak mam inaczej mówić o Briggsie skoro ważąc ok. 230, będąc swoim prime wtapia ze stuletnim wolnym Foremanem? Tamten George zrobiłby podobną krzywdę Shannonowi jak Kliczko, gdy Ukrainiec okładał ok. 270 funtową wersję Cannona. Z Lewisem brzydko przegrać to nie wstyd ale patrz jak szybko zweryfikowano wałek na Foremanie. A przypomnij sobie, że Grant też naruszył Lewisa, bo był wysoki, miał długie łapy i solidny cios, chwilę później z Lennoxa znów się śmieją, bo męczy się z jakimś chorwackim freakiem (z perspektywy USA). Prawdopodobnie już wtedy Mavrovic miał problemy z mięśniami (spowodowane jak mówił Steward dietą wegańską). Przegrywa z journaymanem (co z tego, że z solidnym) Fieldsem, ostatecznie załamał mnie z McClinem, który pokazał mu, będąc naturalnie większym, co znaczy ruch w ringu i go sponiewierał. Tylko, że wtedy już ruszał się jak wóz z węglem ważąc ponad 270 funtów (bo przecież nie ważył tyle co w dniu wagi i raczej nie zrzucił po wadze). Liakowicz się wystrzelał z Briggsem i stracił kondycję, dzięki temu fartem Shannon zdobył WBO, które później wyrwał mu z rąk Ibragimow dając lekcje boksu. Dwa największe zwycięstwa Cannona to fart i wałek, jest przereklamowany ale też go lubię. Co prawda na takich samych zasadach jak Brewstera czy Mayorgę ale jednak…

    Co do reszty to się zgodzę, dzięki za link. Oganowa nie pamiętałem.

  16. Briggs przegrywał brzydko z Lewisem ? On popełnił błędy, przerwanie chyba dobre, ale wolę taki obraz walki w sensie rywalizacji niż przypadki Lewisa od Gołoty (mismatch) do Akinwande (octopus fight).

    Co do Kliczków i PPV. Oczywiści, że gdyby byli, jak Mayweather, US-obywatelami to by ich walki były na PPV. Tu nie chodzi o atrakcyjność lub jej brak u Kliczków, ale o narodowość choć oczywiście kontekst mizerii – głównie właśnie amerykańskiej – wagi ciężkiej to istotne tło.

    „Wina” Kliczków jest taka, że w Stanach nie ma zawodników wagi ciężkiej a sami Kliczkowie nie są Amerykanami. Dlatego nie zdobyli rynku w Stanach. Nie dlatego, że walczą w Europie… 🙂

    Oj Kolego, Johnny Tapie zostawmy w spokoju. Dobrze wiesz o co mi chodzi. Oczywiście, że krajach,powiedzmy, anglo-saskich rodzą się też mali ludzi, ale nie są reprezentatywną częścią społeczeństwa czy płci. 99 % tajów to pod względem wymiarów polski 10-12 latek. Ilu białych lub czarnych Amerykanów ma size Taja czy Tapii ?

    I ostatnia kwestia – Mariusz Wach. Ważka potykał się w Europie bo trafił/bo wybrał Andrzeja Gmitruka. Po prostu słabego promotora. A na kogo w Stanach trafił Opalach ? A na kogo Binkowski ? I 90 % zawodników ? Gdyby Wach wówczas przyjął ofertę co-promocje z Wasilewskim i Sauerlandem to dziś byłby lata kariery i trzy mercedesy do przodu. Wielokrotny mistrz EBU, pewnie już po jednym title shocie. Na pewno miał lepiej niż w Global Boxing. Kogo chcesz porównać ? Kołodzieja do Sauerlanda ?

  17. Akinwande to octopus fight, a Briggs elevator fight 😉 Nigdy Shannonowi nie odmawiałem ambicji ale Lewis go zdemolował (oczywiście,Gołota przegrał w gorszym stylu).

    Mizeria 200+ i pochodzenie braci K. – zgadza się. Oraz to, że w USA nie dorobili się statusu, nie wiem jak to nazwać, ikony popkukltury? Mimo szczerych chęci. Zdaję mi się, że Amerykanie potrzebują wiecznie pompatycznego tonu przekazu. Zarówno w sporcie jak i polityce. Chcą mieć swoich superbohaterów, jak w komiksie. Temat na zupełnie inna dyskusję.

    Okej, ale różnica polega na tym, że w pewnych krajach rozmiary drobnych mężczyzn są społecznie akceptowane i w zupełności normalne. Tajski boks zawodowy jest znany i doceniony (nawet w Stanach, na co przykłady podawałem wcześniej). Mojego znajomego brat był w zasadzie zdrowy i byłby w wymiarach powiedzmy takiego 122. Jednak pod opieką lekarzy podawano mu sterydy i hormon wzrostu (by urósł). Tzn. że będąc mikrusem nie byłby społecznie akceptowany? Również temat na oddzielną dyskusję.

    Co do Wacha to nie chodziło mi o to, że Global z Kołodziejem nakrywają Sauerlanda czapką ale o to, że nawet mały promotor (jak ma łeb na karku) może sprawić całkiem niezły gym i grupę, znaleźć sponsorów etc. A więc potencjał finansowy w USA na pewno jest. Natomiast to, że Mariusz stracił parę lat kariery wybierając tak jak wybrał… Oczywiste.

Dodaj komentarz