I za to kocham boks. Nie wierzyłem, że Dawid Haye jest w stanie znokautować Chisorę, a właśnie taki scenariusz napisało nam życie. Być może gdyby walka nie toczyła się w Wielkiej Brytanii (na Wyspach sędziowie są bardzo wyczuleni na punkcie ochrony zdrowia zawodników) pojedynek trwałby dalej, faktem jest, że sędzia zastopował walkę słusznie – „Del Boy” chociaż wstawał po dwóch nokdaunach to był wyraźnie naruszony.
Niestety przyjmowanie potężnych uderzeń z walki na walkę może osłabić odporność najtwardszego z twardzieli. Faktem jest, że Chisora przyjął tym razem dużo czystsze ciosy niż w swoich ostatnich walkach z 2-metrowymi zawodnikami, to odporność Chisory w kolejnych walkach nie będzie już tak pewnym punktem jak dotychczas.
Szkoda mojego pupila – „Del Boya”, choć trzeba wyraźnie zaznaczyć, że wygrał lepszy pięściarz. Do momentu przerwania pojedynku walka była stosunkowo równa, ze wskazaniem na Haye’a, który także kilka razy był w małych opałach jednak celnie trafiał i unikał większości ciosów Chisory. Zgodnie z przewidywaniami, tego typu boks dawałby Dawidowi również zwycięstwo na punkty. Być może dlatego Dereck z upływem rund coraz bardziej otwierał się i ryzykował porażkę przed czasem.
Brawa dla Hayemakera, liczę jednak, że szalony Chisora wróci jeszcze do wielkiej gry.
Tak krótko: nie chce nic odbierać Haye, który sam też chyba nie był w najlepszej formie, ale Chisora walczył słabo, nie był przygotowany. Nie podoba mi się to ile ważył, nie miał żadnego pomysłu na walkę a przede wszystkim bardzo mała aktywność zadawanych uderzeń.
I ciekawym faktem jest, że sędzia dobrany przez Haye nie reagował jak ten przez ponad połowę walki miał suspensor pod brodą.
Haye praktycznie zawsze ma suspensor pod brodą.
Przyznaję,że też nie wierzyłem w nokaut na Chisorze ale seria jaką trafił David to było coś wspaniałego. Ten zawodnik coraz bardziej przekonuje mnie do siebie i mam nadzieję, że jeszcze nie raz zobaczymy go jednak w ringu.