Wawrzyk vs Povietkin – egzamin z dojrzałości

Andrzej Wawrzyk prawdopodobnie już 18 maja stanie przeciwko Aleksandrowi Povietkinowi w walce o mistrzostwo świata wagi ciężkiej federacji WBA, co można uznać za pięściarską sensację roku na naszym krajowym podwórku. Choć o tym pojedynku słychać było już od kilku dni, to wciąż nie dawałem wiary, że rzeczywiście może do niego dojść. Dziś szanse na realizację tej walki są już dużo większe, i przyszedł czas na skomentowanie tego wyboru ze strony polskich promotorów jak i samego zawodnika, który jak słuchy niosą szybko podjął decyzję o podjęciu walki, co pozytywnie zaskakuje.

Gdy kilka razy miałem okazję rozmawiać z Andrzejem i podpytywałem go o walki o mistrzostwo lub poważniejszy tytuł, Andrzej odpowiadał jakby bez wiary we własne możliwości. Niby tak, ale jeszcze nie. – Jasne, bierzemy jak będzie propozycja – odpowiadał, ale gdzieś w spojrzeniu widać było swoistą niepewność czy to aby na pewno już ten moment. Być może była to tylko wrodzona skromność Andrzeja, bo wraz z przyjęciem propozycji od obozu Rosjanina można teorie o niepewności wyrzucić do kosza. Andrzej podejmuje wyzwanie i nie pozostawia wątpliwości, co chce osiągnąć w tym sporcie.

Komentarz do tej decyzji może być tylko jeden – idealny wybór, tak sportowy jak i promotorski. Z oczywistych względów Andrzej nie powinien podejmować rękawicy ze strony żadnego z braci Kliczko, niewskazana byłaby również jego walka z Davidem Hayem (bo i o tej walce się ostatni mówiło) co było raczej medialnym spekulowaniem. Jednak walka o tytuł z Aleksandrem Povietkinem to wybór perfekcyjny dla bardzo młodego wciąż Wawrzyka. W przypadku porażki Andrzej nie traci nic. Porażkę z utytułowanym olimpijczykiem wybaczy 25-latkowi każdy pięściarski ekspert, a po 2-3 latach od tej walki większość nie będzie o ewentualnej porażce pamiętać.

Z drugiej strony, szansę na poważny tytuł Andrzej ma wyłącznie z Povietkinem. Tymczasem Rosjanin od dłuższego czasu nie prezentuje w ringu zbyt wysokiej formy. Jego kłopoty ze sztabem szkoleniowym, rezygnacja ze współpracy z Teddym Atlasem i kilka słabych występów w ostatnich walkach, to wręcz zaproszenie dla młodych i spragnionych sukcesów zawodników łypiących z zazdrością na jego pas WBA. Dla większości pięściarzy wagi ciężkiej zdobycie tytułu mistrza świata jest realne tylko ze względu na posiadanie takowego pasa przez Povietkina, i co z tego, że nie jest to pas superczempiona. Nie inaczej jest w tym przypadku, jeżeli Andrzej Wawrzyk pragnie zdobyć pas mistrza świata, to właśnie dostał jedyną aktualnie istniejącą szansę aby to marzenie zrealizować. Tej propozycji nie można więc było odrzucić, po blisko 30-stu walkach Polaka poważny test wydaje się czymś naturalnym.

Czy Povietkin jest w zasięgu Andrzeja? Pozornie wydaje się, że nie. Rosjanin potrafi przyłożyć (a Andrzej źle znosi mocne uderzenia), choć nie jest pucherem, do jego techniki nie można mieć większych zastrzeżeń, do tego toczył walki z wieloma solidnymi lub bardzo dobrymi zawodnikami. Przemawiają za nim również sukcesy z ringów amatorskich, w tym zdobycze olimpijskie.

Czym dysponuje za to Andrzej? Przede wszystkim pracą nóg, wzrostem i zasięgiem, choć niestety bardzo często Andrzej nie wykorzystuje tych atutów w sposób wystarczający. Widać to było chociażby w walce z Denisem Bachtovem, w którym niski Rosjanin często wchodził w półdystans robiąc w obronie Andrzeja spustoszenie. Jednak mobilność, szybkość i ruchliwość Wawrzyka mogą być istotnym atutem. Teoretycznie jestem w stanie sobie wyobrazić scenariusz, w którym Wawrzyk przez 12 rund tańczy w ringu, unikając jak ognia półdystansu, bijąc przy tym dużą ilość ciosów prostych z dystansu. Czy Andrzej już teraz jest zdolny by taką strategię przeprowadzić w walce o takiej stawce? Prawdopodobnie nie, jednak podjęcie próby i choćby przetrwanie walki w pełnym dystansie, będzie znakomitym doświadczeniem i lekcją na przyszłość. Lubię się łudzić, więc zwracam uwagę na fakt, że Povietkin nie ma zbyt dużego doświadczenia w walkach z wysokimi rywalami, jak również jego ostatnie potyczki pozostawiają sporo do życzenia. „Sasza” optycznie przegrał z Huckiem, czy pobił zmaltretowanego przez życie Hasima Rahmana. Tymczasem Wawrzyk zdał test dojrzałości z Bachtovem, z którym lądował na deskach jednak wytrwał ciężkie chwile ostatecznie pewnie zwyciężając. W ostatniej walce pewnie pokonał Hawkinsa, co traktować trzeba jako zwykłe przetarcie po kontuzji. Z pewnością poziom ostatnich dwóch rywali jest jednak daleki od tego, co w ringu może (choć nie musi) zaprezentować Povietkin.

Trzeba też pamiętać, że możliwości i potencjał Andrzeja Wawrzyka wciąż są nieznane. Często kontuzjowany 25-latek szczyt swoich możliwości osiągnie prawdopodobnie w okolicach 30-stki, więc ma jeszcze dużo czasu na rozwój zarówno tężyzny fizycznej (Andrzej wciąż jest nazbyt delikatnie zbudowany), jak i poprawę umiejętności czy zdobycie cennych doświadczeń w ringu.

Walka z Povietkinem to na dziś dzień znakomity wybór i już teraz czekam na nią z dużym zaciekawieniem i nadzieją na sensacyjne rozstrzygnięcie. Choć do Moskwy prawdopodobnie nie uda mi się wybrać :) , to już teraz prezentuje zdjęcie z pasem organizacji WBA w rękach Wawrzyka. Choć byłaby to nie lada sensacja, to trzeba wierzyć, że 18 maja będzie powód by ponownie wykorzystać ten kadr.