Rodzinnie w Międzyzdrojach

Czołem. Właśnie wróciłem z Międzyzdrojów, stąd kilkudniowa przerwa w pisaniu.

Wyjazd na Seaside Boxing Show trafił mi się jak ślepej kurze ziarno – zresztą nie pierwszy raz w tym roku, w związku z galami boksu mam fart i udaje mi się wylądować w samym centrum wydarzeń. Począwszy od pobytu w hotelu z zawodnikami, przez obserwowanie gali spod samego ringu, kończąc na krótkim udziale w after party, które jakoś specjalnie mnie nie interesują, bo na samej gali podobnie jak zawodnicy muszę się zazwyczaj zdrowo napracować pod ringiem pstrykając zdjęcia w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach (co chwilę uniki przed nogami walczących pięściarzy, walka z innymi foto o dobre miejsce, próba oszukiwania sponsorów i wkładania obiektywu między reklamy leżące na ringu, negocjowanie z sędziami miejsc do ujęć z łokciem na ich kartach punktowych itd itd. Zazwyczaj więc zaraz po gali mam ochotę po prostu się walnąć do łóżka). W Międzyzdrojach łeb i obiektyw wsadzałem, jak zwykle zresztą, bezpośrednio na ring by robić czyste ujęcia wymian w narożnikach ringu. Jednak tym razem zostałem zrugany przez samego Tomka Babilońskiego, który oznajmił mi, że wchodzę tym samym na antenę Cyfry+ i mam tego kategorycznie nie robić :) Posłuchałem się, niestety zdjęcia z walki wieczoru nie do końca mnie satysfakcjonują.

Zostawmy jednak foto. Podstawową refleksją tej gali jest: ludzie boksu są bardzo rodzinni. Wyjazd do Międzyzdrojów z miejsca zaczął się dla mnie rodzinnie, bo wielu pięściarzy i ludzi boksu przyjechało tam właśnie z rodzinami. W hotelowej poczekalni przywitał mnie Paweł Głażewski, z którym mamy wspólne doświadczenia z przebywania w towarzystwie trenera Pawła czyli Piotra Pożyczki, który wciąż po pobycie w USA przestawia się na Polskę, co często bywa źródłem dość zabawnych sytuacji. Głaz w Międzyzdrojach był wraz z żoną i córką, i kilkukrotnie gadaliśmy sobie o gali w warunkach typowo plażowych, co było dość oryginalnym doświadczeniem. Trzeba przyznać, że właśnie tak wyglądała cała gala. Była lekka, niejako plażowa i rodzinna. Głaz, podobnie jak inni zawodnicy czas spędzali w dużej mierze z rodzinami spacerując po mieści lub opalając się na plaży. Ja robiłem mniej więcej to samo, tylko sam.

Co do sportu. Sportowo galę uratowała właściwie walka Krzysztofa Głowackiego, którego zdjęciem (chyba właśnie z córką) ozdabiam ten post. Pozostałe pojedynki nie wzbudzały wielkich emocji, choć mogły podobać się debiuty braci Karaptjan i pojedynek Andrzeja Sołdry. Inne walki nieco rozczarowały ze względu na słaby poziom rywali. Rekowski, Rusiewicz i Maszczyk szybko rozprawili się ze swoimi przeciwnikami.

Temat nie jest wyczerpany, z pewnością ta nietypowa gala będzie się pojawiała przez najbliższy czas na tym blogu, zresztą podobnie jak i inne gale z tego roku. Jak to ostatnio mawiam, z newsami zapraszam na RingPolska.pl lub Bokser.org Ja tu będę się silił na publicystykę i mam nadzieję dobrą fotografię. Czy mi to w końcu zacznie wychodzić, to zobaczymy :)

Póki co, jutro przyceluje obiektyw we Władimira Kliczko i Mariusza Wacha. Obaj mają się stawić w warszawskim Sheratonie o godzinie 12. I ja powinienem tam być.