O zakonniku, który oddał swoje 3 miliony

Bogactwo i tytuły szlacheckie nie wystarczyły, by Kazimierz Stanisław hrabia Badeni herbu Bończa, zrezygnował z powołania do kapłaństwa. Ten pół Polak pół Szwed, swojego czasu odziedziczył po szlacheckiej rodzinie blisko 3 miliony złotych i oddał je od razu swojemu zakonowi. (Jakże to inne świadectwo od tego, które można było zobaczyć w ostatnio popularnym filmie o pazernych księżach).

"Nie rozumiem dlaczego w ogóle ktoś chce zostać księdzem?"

Takie pytanie zadała mi osatnio moja żona-ateistka. Osobom niewierzącym bardzo ciężko zrozumieć dlaczego można zrezygnowąć z bycia z drugą osobą, z seksualności, z rodziny, z posiadania dzieci? Jak to właściwie możliwe? Co kieruje człowiekiem, że decyduje się na tego typu popapraną drogę? O tym jak i czy w ogóle, w tej postawie da się żyć i trwać – często nawet nie wspomiają. Już sam wybór wydaje im się wystarczająco abstrakcyjny i niedorzeczny.

Ja oczywiście duchownym ani specjalistą od powołań nie jestem, więc ciężko było mi o odpowiedź zupełnie na poczekaniu, mimo pewnych intuicji, które w tej sprawie już posiadałem. Rozglądając się za ciekawymi świadectwami samych księży, natknąłem się na rozmowę Aliny Petrowy-Wasilewicz ze schorowanym i mocno wiekowym ojcem Badenim, który na jej łamach opowiadał właśnie o swoim życiu w zakonie, a także drodze, która doprowadziła go do powołania. Kto jak nie 97 letni kapłan będzie lepiej umiał rozjaśnić przyczyny powołania, i sposób wytrwania w nim przez kilkadziesiąt lat?

Czy uzyskałem niezbędną odpowiedź, która usatysfakcjonowała by moją Żonkę-ateistkę? Nie do końca. Ojciec Badeni sam o sobie mawiał, że był mistykiem, i to właśnie takie wrażenie odnosi się z lektury wywiadu. Odpowiedzi, choć częściowo faktograficzne – opisujące kilka wydarzeń z wejścia na drogę kapłańską zakonnika, dotyczą głównie sfery ducha, chrześcijańskich postaw, przeżywania sakramentów, poczucia Bożej obecności i przeżywania jej – czyli tematów, o których nie opowiem ateiście, bo zaśnie z nudów w połowie pierwszego zdania.

Wobec tego czy jest to lektura godna polecenia? Dla zaangażowanych i ciekawych swojej wiary katolików jak najbardziej tak. Książka przybliża i ukazuje głębsze i pełniejsze przeżywanie relacji z żywym Bogiem – co powinno wg. ojca Badeniego, być podstawą życia kapłańskiego (jak wyjaśnia, szczególnie zakonnicy są przecież poślubieni Bogu – przy nich księża diecezjalni są jakby tylko w związku partnerskim, co tłumaczy większe problemy, które dotykają tego stanu duchownego). Dla odmiany, nie polecam lektury żadnemu ateiście, osobie letniej w wierze, ani nie zagłębiającej się w tematy religii. Głęboka duchowość, o której w spokojny i uporządkowany sposób opowiada ojciec Badeni będzie dla tego typu osób po prostu niezrozumiała luz zwyczajnie niestrawna.

Z drugiej strony, w książce pojawia się sporo wątków z życia osoby duchownej. A więc tego czy łatwo jest spowiadać ludzi, czy samotność jest wielkim wyzwaniem i jak sobie z nią poradzić, jak wygląda życie w klasztorze pośród braci zakonnych, co z celibatem i jak zachować czystość? Dowiemy się jak ojciec Badeni poradził sobie ze swoim szlacheckim urodzeniem, i jak to wpłynęło na jego posługę kapłańską. Niestety dla niekatolickiej grupy odbiorców, o której wspomniałem powyżej, ojciec Badeni przy każdym z tego typu tematów schodzi z narracją do tematów dotykających głebokiego przeżywania wiary. Dla żądnego sensacji ateisty czy spragnionego szokujących spostrzeżeń antyklerykała (w stylu widza filmu "Kler"), odpowiedzi ojca Badeniego będą po prostu nudne, niezrozumiałe albo kłamliwe. Bo jak ludzie z wyraźnie antyreligijnymi przekonaniami mają uwierzyć, że przez duchowe złączenie z Jezusem Chrystustem, przez przeżywaną w pełnym misterium Eucharystię zakonnik był w stanie pokonać wszelkie omawiane trudności i odnaleźć w swojej celi pełnie szczęścia (choć chwilowego), którym było jak sam mówi, dostrzeganie przez krótkie chwile żywego Boga (czego pełnia nastąpi po śmierci – a więc i pełnia szczęścia).

Wg. mnie lektura wywiadu z ojcem Badenim powinna być obowiązkowa dla wszystkich księży, zakonników obu płci i adeptów na duchownym. Ojciec Badeni w prostych słowach pokazuje jak podchodzić do nakazów wiary, jak udało mu się to osiągnąć i żyć w zakonie w poczuciu spełnienia i harmonii aż do 97 roku życia, jak wytrwać i jak traktować celibat, jak nie znudzić się codzienną Eucharystią, jak wydobyć z niej to właściwe misterium, które ma poruszyć serce wszystkich jej uczestników?

Świeccy znajdą kilka ciekawych fragmentów o małżeństwie, czy o przeżyciach wewnętrznych osób duchownych, które ciekawią chyba każdego praktykującego katolika. Zadania i posługa duchownych wydają się niezwykle wymagające. Z książki możemy wyciagnąć wnioski, co robić by nie przeszkadzać, ale wręcz pomóć kapłanom w ich właściwym wypełnianiu.

Ojciec Badeni zmarł rok po wydaniu wyżej omawianego wywiadu. Przed śmiercią zdążył podyktować jeszcze kolejne książki – w tym o Apokalipsie, o której nakazał mu opowiedzieć sam Pan Bóg (jak sam mówił, otrzymał w trakcie Eucharystii silny nakaz stworzenia tego typu książki – jak to na mistyka przystało). Tak powstała książka „Uwierzcie w koniec świata. Współczesne proroctwo o powtórnym przyjściu Chrystusa”, do której spisania 98-latek zmusił niedługo przed swoją śmiercią dziennikarkę Judytę Syrek. Ja z pewnością po nią siegnę.

A co z Żoną ateistką i jej pytaniem? – zapewne zapyta ktoś z Was.
Żonce, puściłem finalnie film słynnego ojca Adama Szustaka, z jego uwspółcześnionym świadectwem, które może zaskoczyć  https://www.youtube.com/watch?v=Df9J68y2YeA

FRAGMENTY KSIĄŻKI:

Co ma zrobić kapłan, który jest w kryzysie? Stracił sens, osłabła jego wiara…

Niech weźmie do ręki Noc ciemną św. Jana od Krzyża, obie księgi: "Noc bierną zmysłów" i "Noc bierną ducha". Tam to wszystko jest opisane. – zupełny zanik wiary, nonsens wszystkiego. U każdego to przebiega inaczej, ale w głównych zarysach to jest tam opisane. To jest straszny balast: ciemna noc zmysłów, ciemna noc ducha. Wszystko traci sens, nic nie wychodzi, wiara przestaje istnieć – ani śladu miłości Boga, ani śladu wiary. To jest najbardziej cenny postęp – po ciemku.

Ale właśnie wtedy wielu odchodzi z kapłaństwa.

Ponieważ nie wytrzymują tego. Chyba, że była to ciemność grzechu, wtedy co innego. My mówimy tu o ciemności bez grzechu zupełnie.

O szczęściu w kapłaństwie

Od czasu do czasu Pan Bóg daje szczęśćie – tak po prostu. Nie wiadomo skąd ono się bierze, ale jest. Przeraźliwie silne, bardzo wyraźne, nie trwa długo, bo to już niebo, ale wyraźne szczęście. Straszne. W przeciwieństwie do małżeństwa, tutaj nie ma możliwości zawieść się na szczęściu Boskim. To niemożliwe, to jest absolut szczęścia. Bóg nie daje go na długo, bo człowiek by się tym nadto przejął, ale to jest szczęście nieziemskie zupełnie, nie z tego świata. Pan Bóga daje je, kiedy chce.