O Autorze

Autor kategorii ciężkiej.

Wzrost: 195 cm

Waga: 96 kg w porywach do 100 kg (w okresie świąt)

Wiek: wciąż przed 30-stką, ale już niedługo niestety.

Bilans walk: 1:0:0 (bilans niezbyt pokaźny, ale walczyłem z trzema rywalami i to w tramwaju, a nie na ringu. Walk w sumie pewnie miałem więcej, ale skupmy się na sporcie ;)

Styl walki: rozwlekły, czasem w swej formie przesadny oby nie przegadany. O skręcie prawicowym, politycznie niepoprawny.

Zawód wyuczony: dziennikarz, spec. ds. marketingu medialnego i PR

Imię: Rafał. Na blogu występuję podpisany jako Autor.

Na co dzień zajmuję się swoją firmą. Strony www, marketing internetowy, pozycjonowanie, reklama internetowa – to moja proza życia (jeśli chcesz podjąć współprace w tym zakresie zapraszam do kontaktu).

Boksem zainteresowałem się jako młodzieniaszek i jak pewnie miliony polskich kibiców dzięki walkom Andrzeja Gołoty. Ponieważ Andrew nie walczył za często, a pojedynek na pięści rozpalił moją wyobraźnie bardzo szybko zacząłem śledzić kariery również innych Polaków. W ramach możliwości oglądałem walki Przemka Saleta, Dariusza Michalczewski potem Tomasza Adamka ale i wielu innych zawodników, którzy nie zawsze rozpalali emocje tłumów. Do dziś pamiętam nawet walki „Tysona w spódnicy” – Agnieszki Rylik, czy jej koleżanki po fachu – Iwony Guzowskiej, choć wielkim miłośnikiem boksu w wykonaniu kobiet nie jestem, ale sentyment do ich występów pozostał.

Od samego początku obserwowałem karierę Alberta Sosnowskiego, wsłuchując się w komentarze Lucjana Olszewskiego (jeszcze wtedy red. naczelnego nieodżałowanego magazynu Bokser) gdy walki Alberta pokazywała jeszcze Telewizja Polska. Śledziłem wszystko to co było dostępne.

Oprócz polskich zawodników emocje rozpalały pojedynki wciąż aktywnego w latach mojej młodości Mike’a Tysona, Lennoxa Lewisa czy Evandera Holyfielda.

Legendy wagi ciężkiej zawsze wciągały mnie najbardziej, ale dużo frajdy sprawiały mi też walki zawodników z lżejszych kategorii. Na szczycie mojej drabinki był Jemeńczyk „Prince” Naseem Hamed - król wagi piórkowej. „Prince” i jego show na antenie Telewizji Polskiej to było coś! Hamed większość swoich przeciwników kończył w 4 rundzie, a do ringu wlatywał na „magicznym” dywanie lub wbiegał wyskakując wpierw z sarkofagu. Wybryki Prince’a uświadomiły mi, że boks to również biznes, show i ten aspekt jest w tym sporcie niezmiernie ważny. Kto o tym zapomina nie zawsze wypływa na szerokie wody.

Na dziś to koniec, bo mogę tak pisać godzinami. Jak możecie zauważyć boks to moja pasja, choć nie mogę powiedzieć, że mam na jego punkcie absolutnego świra. Dziś nie oglądam już wszystkiego (dostępność jest dużo większa niż kiedyś), a część walk oglądam z nieukrywanym znudzeniem (wynik wielu z nich można w ciemno przewidzieć na miesiąc przed walką).

W boksie najciekawsi są dla mnie ludzie i ich historie. I m.in. to nimi się na tym blogu zajmę.

Miłej lektury i zapraszam do kontaktu.

3 Comments

  1. Duncan
    cze 25, 2012 @ 12:08:16

    Takie warunki fizyczne marnować na „Strony www, marketing internetowy, pozycjonowanie, reklama internetowa” ? :)

    Reply

  2. Autor
    cze 25, 2012 @ 15:25:38

    Robienie w marketingu ma jedną istotną zaletę – nie obrywa się po głowie ;)

    Reply

  3. Maciek
    cze 30, 2012 @ 14:05:05

    Na czym by polegała ta współpraca w marketingu ?;)

    Reply

Skomentuj tekst

*