Kołodziej i Wach zaczynają mnie denerwować

Dobrze, po kilku miesiącach od pamiętnej listopadowej walki wiemy już na 100 procent, że Mariusz Wach stosował doping. Wie to już sam Mariusz, wie to jego promotor, wiedzą to kibice, w ogóle wszyscy to już wiemy, prawdopodobnie nawet zaczął to sobie powoli uświadamiać facet, który mu ten doping podawał.

Wach w każdym razie brał. Świadomie czy nie, ale brał (spotkałem się z opinią, że nie da się nieświadomie brać dopingu, bo najczęściej podaje się go w postaci zastrzyku w tyłek, ale jako, że na dopingu się nie znam to z tą wypowiedzią polemizować nie zamierzam). Być może Mariusz brał nieświadomie, chciałbym by tak było, bo jeśli brał świadomie a teraz się wypiera to moralnie należy mu się prztyk w nos. Nie potępiam jednak, bo nie wiem. Stało się, trzeba wyciągnąć wnioski, coś zmienić i działać dalej.

Fakt faktem, że wykrycie dopingu u Wacha, choć może dziwić przeciętnego kibica (Mariusz to przecież taki swój chłop), to jednak w światku bokserskim jakoś nikogo specjalnie nie szokuje. Jeden z dziennikarzy zajmujących się boksem rzekł do mnie ostatnio - No co za głupota, że dał się złapać. Przecież trzeba w odpowiednim momencie przestać i problemu nie ma. - rzekł, zasadniczo nie oburzając się na sam fakt istnienia dopingu, ale na brak profesjonalizmu zespołu Wacha w jego podawaniu.

Nie o tym jednak chciałem. Mariusz Wach w końcu usłyszał dziś wymiar kary za stosowanie niedozwolonych środków, i po raz kolejny palnął kwestię, która po raz kolejny gdy ją przeczytałem nieco mnie zirytowała, a brzmiało to mniej więcej tak: „nie mam kontaktu ze swoim promotorem”.

Jeden news wyżej widzę, że Mariusz Kołodziej dla ringpolska wypowiada się w podobnym tonie, mówiąc o Wachu „Na razie nie wiem, jakie ma on plany”. Patrzę, i własnym oczom nie wierzę, jak dwaj faceci, którzy dopiero co razem osiągnęli promotorski i sportowy sukces, teraz medialnie epatują wzajemnym dystansem.

Do jasnej cholery, Panowie! W przedszkole się zabawiacie? Zachowujecie się jak dwie naburmuszone dziewczynki, które o coś się tam posprzeczały, i obie nie chcą teraz pierwsze wykonać pojednawczego telefonu.

Czy jeden do drugiego nie może zwyczajnie zadzwonić i pogadać, najlepiej umawiając się co do terminu najbliższej walki (ja bym sugerował okolice wakacji)? Czy fakt stosowania dopingu, który w tej branży uważany jest najwyraźniej za jeden z możliwych sposobów osiągania celów w zakresie przygotowania fizycznego, to jakiś istotny powód do medialnego pokazywania much w nosie?

Z mojej perspektywy Mariusz Wach zawdzięcza Global Boxing praktycznie wszystko, ale i dla Global Boxing Mariusz Wach to zdecydowanie twarz numer jeden. Skończcie te medialne docinki o nieznajomości wzajemnych planów, i wróćcie w końcu do normalnej rozmowy, bo ja i pewnie nie tylko ja, czekamy aż Mariusz Wach wróci na ring pod banderą Global Boxing. Dwunastomiesięczna dyskwalifikacja na terenie Niemiec nie powinna w niczym przeszkodzić, walkę można przecież zorganizować w jakimkolwiek kraju, który niemieckie zasady ma głęboko w poważaniu (dajmy na to, w Portoryko :) ).

Na pocieszenie dla obu Panów, przypomnę, że o doping podejrzewani byli (zazwyczaj przez kibiców, niekiedy przez innych zawodników, a niekiedy wynikało to z kontekstu wypowiedzi różnych osób z branży) tacy zawodnicy jak: Albert Sosnowski, Mateusz Masternak, Andrzej Gołota, Tomasz Adamek czy Maciej Zegan, a złapany był na pewno Andrzej Fonfara (koledzy, którzy skomentują ten wpis, z pewnością wymienią 2x więcej nazwisk, bo ja podaje tylko kilka dla przykładu). I choć większości z powyższych na dopingu nie złapano, to pokazuje to tylko, że z byciem podejrzewanym czy oskarżanym o stosowanie dopingu da się żyć, a nawet osiągać sportowe cele. Najlepszym przykładem jest tutaj Witalij Kliczko, który obecnie jest szanowanym obywatelem swojego kraju, parlamentarzystą i wielbionym na całym świecie mistrzem świata, a swojego czasu ordynarnie się koksował.

O tym, że niektórzy kwestią dopingu w ogóle się nie przejmują, niech świadczy wypowiedź lubianego i często pokazywanego w mediach Przemysława Salety. Były zawodowy mistrz Europy w wadze ciężkiej, który ostatnio jak na 45-latka bardzo napuchł i wygląda nadmiernie jak na swój wiek „zdrowo”, skwitował bez ogródek, świecąc uśmiechem i nowo wygenerowanymi muskułami, że doping powinno się zalegalizować. Jak patrzę na muły Pana Przemka to gotów jestem się jednak z tym nie zgodzić, ale mniejsza o to. Jak widać Przemek Saleta prezentuje pełny luz, a faktem akceptowania przez Saletę dopingu nie przejmuje się nawet Andrzej Gołota, który nowy wygląd Salety skwitował dowcipnie i w swoim stylu: „Zobacz, jaki on jest napakowany. W nocy chyba nie śpi, tylko się pompuje i rośnie jak na drożdżach.

Jak widać po powyższym, nikt specjalnie faktem dopingu się w tym kraju nie spina. Nie róbcie więc tego również i Wy, Panowie Wach i Kołodziej, których szczerze lubię, kibicuję i czekam na powrót do normalnej aktywności. Pozbądźcie się much w nosie, i wracajcie do pracy, bo kibice czekają na kolejną miejmy nadzieję ciekawą walkę w wykonaniu „Wikinga”, który jasno od dopingu się odcina i więcej z tym świństwem do czynienia mieć (mam nadzieję) nie będzie.

Andrzej Gołota vs Przemysław Saleta livestream relacja na żywo 23 kwietnia