Adamek przegrywa – koniec pewnej epoki

Tomasz Adamek przegrywa z Wiaczesławem Głazkowem, a ja się zastanawiam, jaką walkę oglądał redaktor Pindera, który komentując nie był w stanie nie okazywać wyraźnej sympatii Tomkowi, nie dostrzegając, że nasz rodak przegrywa większość z rund.

Adamek od dłuższego czasu nie przekonywał swoimi występami. Optycznie przegrywał już z Chambersem i Cunninghanem, jednak stosunkowo niska siła fizyczna tamtych rywali nie była w stanie zagrozić Adamkowi, więc odczucia po tamtych walkach mogły być odmienne. W walce z Głazkowem było inaczej. Soczyste, mocne ciosy Ukraińca były bardzo wyraźne, i od początku walki pogłębiały uszkodzenia skóry i powiększały opuchliznę głowy Tomka. Tomek nie miał sposobu na stosunkowo prosto bijącego Głazkowa, który był jednak precyzyjniejszy, szybszy, i na spokojnie wykorzystywał wszystkie, znane nie od dziś, luki w obronie Tomka. Miejmy nadzieję, że "Góral" nie doznał w tej walce większego uszczerbku na zdrowiu. Tak mocno obity nie był chyba nawet po walce z Witalijem Kliczko.

I choć podobnie jak w poprzednich walkach Adamek zadawał dużo ciosów, to większość z nich nie docierała do celu. Prujące powietrze podwójne, słabiutkie lewe, sporo przestrzelonych i niecelnych ciosów zadawanych bez większego przekonania, to grzechy w ataku. W obronie, notoryczne odsłanianie się, opuszczanie lewej ręki, a przede wszystkim sporo gorsza ruchliwość, która widoczna była od dłuższego już czasu. I tak, jak w walkach np. z Cunninghamem czy Chambersem gorszą dyspozycję wielu zrzucało na zbyt dużą wagę Adamka, to w tym pojedynku ważący 99 kg Adamek tłumaczony przez nikogo już nie będzie. Na "Górala" przyszedł już czas. 37 lat to dobry wiek by odejść z ringu gdy wspomnienia o wspaniałej karierze są wciąż żywe.

Dla Tomka wielkie brawa za całokształt, dwa mistrzostwa świata, i ogrom dostarczonych emocji. Dodatkowo w ostatnich walkach, chociaż odczucia z niektórych pojedynków były mieszane, to jedno "Góralowi" trzeba oddać – Adamek nie bał się brać trudnych, niewygodnych walk. Chambers, Cunningham czy w końcu Głazkow, to rywale w żaden sposób nie pasujący mu, przy ostatniej wyraźnie gorszej już dyspozycji. Pomimo tego Adamek wychodził do ringu i walczył, nie kalkulował i nie szukał drogi na skróty (może z wyjątkiem odrzucenia walki z Pulewem). 

Prawdopodobnie to koniec kariery Tomasza Adamka i koniec pewnej epoki w polskim boksie zawodowym, epoki właśnie Adamka, który był głównym bohaterem polskich kibiców po tym jak z poważnej bokserskiej rywalizacji odszedł Andrzej Gołota (wielu jego niepoważnych powrotów chyba większość kibiców nie brała na serio). Możemy nazwać się szczęściarzami, że mieliśmy okazję śledzić jego karierę, bez względu na różne głosy i oceny. Zawodników z takim charakterem i z tak profesjonalnym podejściem, niestety zbyt wielu nie mamy i mieć nie będziemy. Tym bardziej doceńmy kim jest Tomasz Adamek, oddając mu właściwe miejsce w krótkiej historii polskiego boksu zawodowego.